| Piątkowy poranek |
|
Zrobiłam makijaż- nawet udało uwinąć mi się w 15 minut- i wychodząc z łazienki stwierdziłam, że chyba nie mam chęci patrzeć na moje kozaczki za 150 złotych. Założyłam kozaczki na płaskiej podeszwie, a butki na obcasie zapakowałam, do torebki- no w końcu mam oczarować wizytatora; mam mu się spodobać, ma się zakochać i poza mną nie widzieć świata- efekt mojego myślenia był taki, że postanowiłam wziąć czerwone szpilki. I do tego przebrałam jeszcze bluzeczkę, żeby pasowała do bucików. Przecież facetów rusza kolor czerwony. Jeszcze tylko marynarka, płaszczyk i wychodzę. Ale gdzie są klucze? Zostało mi pół godziny, a ja nie wiem, gdzie posiała klucze od mieszkania. Zaczęłam wściekle latać po całym mieszkaniu. Po 5 minutach znalazłam je pod stertą chusteczek w…łazience. Do jasnej ciasnej, co one robiły w łazience. No ale mniejsza o to. Wyszłam z domu i pędem pognałam na autobus, jeśli w ogóle jest to możliwe przy tak śliskiej nawierzchni chodnika. Ale o dziwo szczęśliwie dotarłam do przystanku. |